niedziela, 1 stycznia 2017

Szansa Efraima Samtera


Bernardo Bellotto, Ulica Miodowa (1777).
24 listopada 1793.
Niedziela, godzina 10 rano, Warszawa.

W przeciwieństwie do tego, co widzicie na obrazie obok, słońce od rana nie wychyliło się zza chmur, jest chłodno. Efraim Samter razem z dwoma przyjaciółmi, Kazimierzem Potockim i Gastonem de Retif, na zaproszenie Pawła Stanickiego udają się właśnie do biura Kompanii Handlowej Polskiej. Ponieważ to blisko, idziecie na piechotę. Biuro znajduje się w kamienicy, gdzie Efraim znajdował dawniej płatne zajęcie jako organizator spotkań miejscowych handlarzy z żydami.

W budynku nie ma dziś prawie nikogo. Służący prowadzi do gabinetu na trzecim piętrze. Paweł Stanicki przyjmie was od razu po zaanonsowaniu. Ma około 40 lat, jest wysoki i szczupły. Rzadkie, lekko falujące jasne włosy, duże zakola. Bystre spojrzenie. Nosi białą koszulę przykrytą drogą kamizelką w kolorze połyskującego srebra i licznymi wzorkami - zdobieniami, na którą narzucona jest jasnoniebieska, francuska marynarka. Białe spodnie i wysokie, brązowe buty. Po lewej stronie znajdują się wysokie, dwuskrzydłowe drzwi, po prawej przejście do innego pokoju.

Stanicki nie wydaje się zaskoczony tym, że do gabinetu wprowadzono was trzech, mimo że tylko Efraim otrzymał wczoraj zaproszenie przekazane posłańcem do kamienicy, w której wynajmujecie pokoje. Wspominał w zaproszeniu o potrzebie odpowiednich osób, co Efraim od razu zrozumiał.

“Dzień dobry, Efraimie. To twoi zaufani przyjaciele, jak mniemam? Dobrze, bardzo dobrze, bo sprawa, z którą się do ciebie zwróciłem, na dyskrecji nie ucierpi, a przyda się parę dodatkowych rąk. Przedstawię się – tu zwraca się do Kazimierza i Gastona - jestem Paweł Stanicki; pracuję dla Kompanii. Dziękuję, że przyszliście i cieszę się, że widzę ciebie w zdrowiu, Efraimie. Same złe wieści docierają do nas w tych dniach; długo się nie widzieliśmy i miałem pewne obawy, sam rozumiesz...”

Po ceremoniale powitania i przedstawiania prowadzi was do saloniku obok, gdzie znajduje się duży stół oraz bogate krzesła podszywane poduszkami. Duże okna; widać z nich ulicę, którą tu przyszliście. Na przeciwległej ścianie wiszą małe obrazy. Paweł każe lokajowi przynieść chińskiej herbaty bądź innego napitku, który sobie życzycie, pozwala wam usiąść i uśmiechnięty przez krótką chwilę uprzejmie milczy, sprawdzając, czy sami chcecie coś powiedzieć, o coś zapytać.

*

I. Gdybyście chcieli wykonać coś w trakcie tego, co przedstawiłem w notce – np. odnieść się do wcześniejszego akapitu, a nie tylko do ostatniego: nie ma problemu. Zawsze możecie tak robić, pamiętajcie o tym. Najwyżej będziemy “cofać” albo wplatać coś między.

II.  Powinienem dodać, Efraimie, że Stanicki długo się nie odzywał; ostatni raz byłeś tu zatrudniany wiosną 1792. Twoja rola była minimalna, sama organizacja spotkań, na które tylko parę razy zostałeś dopuszczony – głównie roznosiłeś zaproszenia, bo znasz ludzi. Na 1 levelu na więcej liczyć nie można ;-)