![]() | |
| Bernardo Bellotto, Ulica Miodowa (1777). |
Niedziela, godzina 10 rano, Warszawa.
W przeciwieństwie do tego, co widzicie na obrazie obok, słońce od rana nie wychyliło się zza chmur, jest chłodno. Efraim Samter razem z dwoma przyjaciółmi, Kazimierzem Potockim i Gastonem de Retif, na zaproszenie Pawła Stanickiego udają się właśnie do biura Kompanii Handlowej Polskiej. Ponieważ to blisko, idziecie na piechotę. Biuro znajduje się w kamienicy, gdzie Efraim znajdował dawniej płatne zajęcie jako organizator spotkań miejscowych handlarzy z żydami.
W budynku nie ma dziś prawie nikogo.
Służący
prowadzi do gabinetu na trzecim piętrze. Paweł Stanicki przyjmie was od razu po zaanonsowaniu. Ma około 40 lat, jest wysoki i szczupły.
Rzadkie, lekko falujące jasne włosy, duże zakola. Bystre
spojrzenie. Nosi białą koszulę przykrytą drogą kamizelką w
kolorze połyskującego srebra i licznymi wzorkami - zdobieniami, na
którą narzucona jest jasnoniebieska, francuska marynarka. Białe
spodnie i wysokie, brązowe buty. Po lewej stronie znajdują się
wysokie, dwuskrzydłowe drzwi, po prawej przejście do innego pokoju.
Stanicki nie wydaje się zaskoczony
tym, że do gabinetu wprowadzono was trzech, mimo że tylko Efraim
otrzymał wczoraj zaproszenie przekazane posłańcem do kamienicy, w
której wynajmujecie pokoje. Wspominał w zaproszeniu o potrzebie
odpowiednich osób, co Efraim od razu zrozumiał.
“Dzień dobry, Efraimie. To twoi
zaufani przyjaciele, jak mniemam? Dobrze, bardzo dobrze, bo sprawa, z
którą się do ciebie zwróciłem, na dyskrecji nie ucierpi, a
przyda się parę dodatkowych rąk. Przedstawię się – tu zwraca
się do Kazimierza i Gastona - jestem Paweł Stanicki; pracuję dla Kompanii. Dziękuję, że przyszliście i cieszę się,
że widzę ciebie w zdrowiu, Efraimie. Same złe wieści docierają
do nas w tych dniach; długo się nie widzieliśmy i miałem pewne
obawy, sam rozumiesz...”
Po ceremoniale powitania i
przedstawiania prowadzi was do saloniku obok, gdzie znajduje się
duży stół oraz bogate krzesła podszywane poduszkami. Duże okna;
widać z nich ulicę, którą tu przyszliście. Na przeciwległej
ścianie wiszą małe obrazy. Paweł każe lokajowi przynieść
chińskiej herbaty bądź innego napitku, który sobie życzycie,
pozwala wam usiąść i uśmiechnięty przez krótką chwilę
uprzejmie milczy, sprawdzając, czy sami chcecie coś powiedzieć, o
coś zapytać.
*
I. Gdybyście chcieli wykonać coś w
trakcie tego, co przedstawiłem w notce – np. odnieść się do
wcześniejszego akapitu, a nie tylko do ostatniego: nie ma problemu.
Zawsze możecie tak robić, pamiętajcie o tym. Najwyżej będziemy
“cofać” albo wplatać coś między.
II.
Powinienem dodać, Efraimie, że
Stanicki długo się nie odzywał; ostatni raz byłeś tu zatrudniany
wiosną 1792. Twoja rola była minimalna, sama organizacja spotkań,
na które tylko parę razy zostałeś dopuszczony – głównie
roznosiłeś zaproszenia, bo znasz ludzi. Na 1 levelu na więcej
liczyć nie można ;-)
